Explainer Video? A co to za diabeł? (1/3)

Oczywista oczywistość?

 

Czy zdarzyło Ci się znaleźć w sytuacji, w której bez względu na to jak bardzo byś się nie starał, nie byłeś w stanie wytłumaczyć innym tego, co Tobie wydawało się być tak bardzo oczywistym? Z każdym kolejnym podejściem poirytowanie narasta zarówno po jednej jak i po drugiej stronie, tylko po to by na koniec usłyszeć wyrzut: “Ale o co Ci właściwie chodzi?!”.

A być może to Ty czasem jesteś tą “oporną na zrozumienie” stroną i zwyczajnie nie ogarniasz tego co ktoś do Ciebie mówi?

Takie sytuacje, w których to co my sami uważamy za oczywiste – innym wydaje się być kompletną abstrakcją, wbrew pozorom nie należą do rzadkości. Często bywają zabawne, ale czasem mogą prowadzić do przykrych nieporozumień czy nawet konfliktów. Posądzamy innych o czepialstwo. I odwrotnie – o celowy brak chęci zrozumienia lub inne nie do końca dobre intencje. Zdarza się, że zmęczeni bezowocną konwersacją, zwyczajnie rezygnujemy z dalszych prób zakomunikowania tego na czym nam zależy.

Jeszcze większe i poważniejsze w skutkach niedomówienia i rozbieżności w interpretacji mogą pojawić się w sytuacji gdy jesteśmy zmuszeni porozumiewać się wyłącznie przy użyciu tekstu pisanego (SMS-y, maile).

Gdzie leży problem i czyja właściwie jest to wina? Czy to my bywamy ograniczeni, czy raczej sprawy zbyt skomplikowane?

 

Narysuj mi to!

 

Łatwo się poddać gdy nieporozumienie dotyczy spraw błahych. Pochłonięci innymi zadaniami wolimy zwyczajowo machnąć ręką i zaoszczędzić tę odrobinę energii na resztę dnia. Co jednak, gdy walkower nie wchodzi w grę, bo od poprawnego przekazania i zrozumienia informacji będzie na przykład zależało czyjeś zdrowie, życie, powodzenie ważnego projektu, czy odniesienie finansowego sukcesu naszej firmy?

W takich sytuacjach zwykliśmy odruchowo robić dokładnie to samo, co robili nasi ojcowie, dziadowie, pradziadowie i praprapradziadowie… Stosujemy kalambury, piktogramy – czyli posiłkujemy się komunikatem obrazkowym. Szukamy wokół siebie kawałka czegoś – choćby kartki papieru, na której moglibyśmy zwizualizować swoje myśli. Brzmi dziwacznie? Cóż, istnieją aplikacje komputerowe stworzone wyłącznie w celu tworzenia i organizowania tzw. map myśli. Sam chętnie korzystam z takich narzędzi opracowując jakiś nowy pomysł czy strategię. Zapisanie, a następnie zarządzanie procesem myślowym w formie graficznej – nawet zwykłego wykresu, może okazać się bardzo pomocne, choćby przy wykrywaniu najsłabszych ogniw danego konceptu, co z kolei pozwala skoncentrować się na najistotniejszych punktach oraz szukaniu wyłącznie najwłaściwszych rozwiązań.

Czy nie jest zatem tak, że to właśnie brak pełnego obrazu (kontekstu) jest przyczyną większości ludzkich nieporozumień? Zbyt często i zbyt łatwo zakładamy, że ten drugi widzi problem tak samo jak ja. Tymczasem, patrząc na tą samą – zdawać by się mogło – obiektywną rzeczywistość, potrafimy percypować ją zupełnie inaczej. I właściwie nie należy się temu dziwić – taka już jest nasza natura. Także mowa, choć sama w sobie jest świetnym wynalazkiem, ma swoje ograniczenia. Być może w niedalekiej przyszłości uda nam się opracować metody efektywnego czytania w myślach drugiego człowieka. Pierwsze udane eksperymenty mamy już za sobą. Póki co, pozostaje nam próbować porozumieć się werbalnie – jednym wychodzi to lepiej, innym trochę gorzej.

Odwołując się do natury człowieka warto nadmienić, że język obrazkowy to jeden z najbardziej pierwotnych, ale i najbardziej skutecznych sposobów komunikacji. Piktogramy (są nimi przykładowo znaki drogowe, symbole na drzwiach toalety itp.) przełamują bariery językowe, kulturowe, poziomu wykształcenia, wieku… Rozumieją je nawet dzieci. Taka mowa obrazkowa właściwie wyklucza możliwość pomyłkowej interpretacji.

Pierwotny jednak nie znaczy – prymitywny. Czy obecność obrazków w książce świadczy o jej prymitywnym poziomie? Czy podręczniki dla studentów medycyny wzbogacone schematycznymi ilustracjami medycznymi uznalibyśmy za prymitywne?

 

Wszyscy jesteśmy wzrokowcami

 

Człowiek jako gatunek jest wzrokowcem. Jak to rozumieć? Najprościej ujmując znaczy to tyle, że spośród wszystkich podstawowych zmysłów, to właśnie zmysł wzroku ma dla niego absolutnie priorytetowe znaczenie. Innymi słowy, od kondycji tego zmysłu w największym stopniu zależy jego przetrwanie.

Być może dla większości z nas – żyjących w wysoce rozwiniętej kulturze świata zachodniego, z mniej lub bardziej bogatym programem socjalnym i ochrony niepełnosprawnych, w pierwszym odruchu trudno byłoby się zgodzić z tak brutalnie postawioną tezą. Ale spróbuj sobie wyobrazić jak bardzo szanse na przetrwanie osoby niewidomej stopnieją w perspektywie wybuchu konfliktu zbrojnego, czy jakiejkolwiek innej katastrofy. Taki ktoś jest zdany właściwie wyłącznie na pomoc drugiego człowieka, ale co gdy i jego zabraknie? Zresztą z tą pomocą różnie w historii bywało. Myślę, że możemy bezpiecznie założyć, że przeżywali generalnie ci, którzy zmysł wzroku mieli rozwinięty w stopniu przynajmniej zadowalającym. To decydowało o umiejętności znajdowania pożywienia, czy dostrzegania zagrożenia na czas.

W tym miejscu docieramy do punktu kulminacyjnego tego tematu, który pozwoli nam odkryć i zrozumieć fenomen ogromnej popularności animacji, zarówno w rozrywce jak i biznesie. O ile bowiem człowiek jako gatunek jest niesłychanie wrażliwy na obraz w ogóle jako taki, to tym co przykuwa i pochłania jego uwagę w stopniu najwyższym jest…

 

Obraz… będący w ruchu

 

Myślę, że zgodzą się tu ze mną wszyscy rodzice, którzy wiedzą doskonale jak trudno jest “odkleić” takiego kilkuletniego malca od ekranu. Film, a szczególnie kreskówka potrafi dosłownie wyłączyć dziecko z otoczenia na całą godzinę, albo i dłużej. W sytuacji awaryjnej, gdy jesteś ze swoimi maluchami sam w ferworze zabawy i nagle musisz odebrać ważny telefon, odpalenie bajki na laptopie czy tablecie ratuje sytuację w kilka sekund. Jest to jeden z tych niewielu sposobów “dyscyplinowania” dzieci, który działa zawsze, w dodatku nieodmiennie ze 100% skutecznością.

Dlaczego ten magnes działa z taką siłą szczególnie na kilkulatków? Człowiek z czasem naturalnie zaczyna ignorować wiele z dochodzących do niego impulsów. Bez tego nie byłby w stanie przeżyć normalnie jednego dnia. Mamy ograniczoną zdolność percepcji bodźców zewnętrznych w danej chwili. I chyba dobrze, że tak jest.

Ale to nie znaczy wcale, że wraz z rozwojem człowiek traci swą wrażliwość. Uczymy się dokonywać selektywnych wyborów i z czasem zaczynamy to nawet robić podświadomie, ale wrażliwość pozostaje ta sama bo natury nie da się oszukać. Popularność, czy wręcz wysyp pełnometrażowych filmów animowanych typu “Shrek”, “Epoka Lodowcowa” czy “Madagaskar” jest tego najlepszym dowodem. Wiedzą o tym dobrze ich producenci, realizując scenariusze napisane z myślą o tych, którzy faktycznie za bilet zapłacą i być może przyjdą do kina na kolejną część animacji. W tym sensie mają rację ci, którzy twierdzą, że w każdym z nas jest dziecko.

A dlaczego to właśnie animacja ma największą moc przyciągania i jest najbardziej skutecznym narzędziem marketingu opowiemy już niebawem.

Zobacz część 2: ​​Fenomen animacji biznesowych ostatnich lat